środa, 25 stycznia 2012
strach przed śmiercią
wymaga prawdziwej odwagi
przyznania racji
własnemu umieraniu
wtorek, 24 stycznia 2012
kon-ten-ero-w-Anie
ja mam je
wcześniej one mnie
pomieścić ich
nie ma gdzie
szukam magazynu
z dostępem od ręki
na emo-cje
sobota, 21 stycznia 2012
jego masywne cielsko wraz z hukiem wyłoniło się znad bloku. z przerażeniem zauważyłam, że jeszcze nigdy nie widziałam go z tak bliska. przeczuwałam, że jego pojawienie się to obietnica tragedii.
widziałam, jak w zawrotnym tempie schodzi do lądowania, tuż obok, na moich oczach. i jak z impetem odbija się od ziemi nie znajdując na niej bezpiecznego miejsca. z zawrotną szybkością wznosi się ku górze, choć widać, ze brak kontroli oznacza także, że nie ma już ratunku.
stałam na balkonie owładnięta paniką, że koniec może wydarzyć się właśnie teraz. bez nadziei na jakiekolwiek dobre zakończenie. jedno tylko pytanie: czy zabierze mnie ze sobą, zmiecie i zgniecie w ułamku sekundy. czy może opadnie gdzieś dalej.
śledziłam każdy jego ruch. w szaleńczym pędzie uderzył wystarczająco daleko. nieznośny widok wielkiego wybuchu, tumany dymu.
i ten brak ulgi. balkonowe przerażenie. żyję, choć właśnie umarłam ze strachu i odrętwienia.
co jest dalej?
piątek, 20 stycznia 2012
dzieciństwo
wyrośnięte
jak strzeliste nagrobne tablice
z okien szare ulice
cmentarne alejki, przechodnie
dokądś półspieszne
zapodziane i równie jesienne płatki śniegu
chichotały nie wiedząc
że oto trafiły do własnej umieralni
skazane na przedwczesną śmierć
obudzona tym niemym krzykiem
doświadczyłam soboty
ukłuciem podbrzusznym
ciężarem niemocy
liczyłam więc odchodzące płatki
od czasu do czasu widząc w oddali migoczące miasto
czekając nieznośnie
aż głos jakiś w radio ogłosi koniec
aż cmentarną aleją
pójdę w stronę życia
by nie słyszeć tego głosu
by już nie dotykać głębiej
czwartek, 19 stycznia 2012
dziś znów
w środku nocy
obudziłam się
w dwóch połowach
lęk siedział na brzegu łóżka
i bacznie przyglądał
jak stoję przed wysokim progiem
kontaktu z samą sobą
środa, 18 stycznia 2012
bujanie
swobodny dryf
od lądu ku morzu
stopy na obu burtach
jeden drobny ruch
i spadnę
to ja bujam
czy wiatr?
poniedziałek, 16 stycznia 2012
droga na ostrołękę
albo co ja mogę wiedzieć o piratach
pamiętam
tamten most, taki całkiem schodzony. na tyle całkiem, żeby oficjalnie
nie przyjmować już kolejnych pieszych. a jednak wchodziło się na niego
właśnie na nogach. co chwilę pod stopami zobaczyć można było podspodnie
prześwity, wartki nurt rzeki. było w tym chodzeniu dużo podekscytowania,
wiatr ewidentnie wplatał we włosy zapachy rozpoczętej przygody. to coś
właśnie się działo.
tu kontekst pierwotny trochę dobiega końca.
i
nagle - mała zmiana w didaskaliach - jakieś zimne dłonie jednym ruchem
podejmują za ciebie decyzję o zbliżeniu. najpierw z bezdechem pchającego
się w płuca powietrza, potem zbliżającej się w ogromnym tempie wody.
uderzę, czy może mi się uda. tak, to też podekscytowanie, ale podszyte
tym nieszczęsnym rozlanym lękiem, który wprawia ciało w bezwład. niezbyt
wygodny to strój do przygód. choć potem zostaje już tylko on. lina
wytrzymała, tafla zamajaczyła tuż przed nosem. nie muszę już nic więcej.
wiszę.
a teraz prawda jest taka. mostu nie było (znaczy on był,
tylko trochę inaczej), więc nie było też liny. ale była woda, tylko
ciepła i w przyjaznym zetknięciu ze skórą. tam mnie zastał. z głową
zanurzoną pod ten strumień, wlazł i obezwładnił. znajomy ścisk w dole
brzucha, po którym strużką w stronę odpływu oddalały się kolejno
fragmenty mnie. krótkometrażowy i z lokalną adaptacją sceniczną film
(może nawet spektakl tylko) o piratach. niskobudżetowy, więc i łajba nie
bardzo się znalazła.
ale plot pozostał, woda, przygoda te
sprawy. nagłe pstryk pstryk i na chwilę muszę się pożegnać sama ze sobą.
mam pomysł, jak to wyłączyć, ale rozwiązanie może mnie zniknąć jeszcze
bardziej. zbyt duże ryzyko.
okej, hydraulik zatem.
każda woda kiedyś się kończy, taki jej urok. i każdą wodę można zamknąć. jak tu. W.O.D.A.
pstryk pstryk
teraz już mostu prawie naprawdę nie było.
piątek, 29 kwietnia 2011
tak jakby
wiosenna mozaika
z kawałeczków
może
prawie
nie wiem
promień słońca
przeszył ją na wskroś
odbicie
nadało jej tytuł
niepewność
środa, 20 kwietnia 2011
wahadło
milczenie
ma miliony znaczeń
nie
tylko jedno
wtorek, 19 kwietnia 2011
twoja kolej
w łagodnym zagłębieniu dłoni
przenoszę myśli stąd
w miękkie zakamarki przyszłości
opatulam w przyjemne emocje
zmysły przebrane w pomysły na szczęście
w nastoletnich uciechach bez granic
to znów odziane w dostojne szaty mądrości
krążą, plątają się, ucztują
tak czekam
zamieniając bezczynność
w pełen życia wewnętrzny spektakl